Przejdź do treści
Strona główna » News » Obcy krewni (2006) – recenzja

Obcy krewni (2006) – recenzja

„Obcy krewni” z 2006 roku opierają komedię na bardzo prostym lęku: co się stanie, jeśli prawda o naszej rodzinie zupełnie nie pasuje do obrazu, który zbudowaliśmy na własny temat? Greg Glienna wybiera odpowiedź możliwie głośną, niezręczną i przesadzoną. Film ma obsadę zdolną rozkręcić nawet przeciętną sytuację, ale scenariusz zbyt często zadowala się samym zderzeniem elegancji z brakiem ogłady. Kilka scen bawi, całość pozostawia jednak spory niedosyt.

Plakat filmu „Obcy krewni” (2006)
Plakat filmu „Obcy krewni” (2006). Źródło ilustracji: Filmweb.

O czym jest film „Obcy krewni”?

Richard Clayton, grany przez Rona Livingstona, prowadzi uporządkowane życie i chce zachować kontrolę nad swoim wizerunkiem. Informacja o adopcji skłania go do odnalezienia biologicznych rodziców. Agnes i Frank okazują się ludźmi, których obecność trudno potraktować jako dyskretny dodatek do codzienności. Ich bezpośredniość szybko zaczyna naruszać granice wyznaczone przez Richarda. Punkt wyjścia pozwala jednocześnie opowiedzieć o pochodzeniu, wstydzie i potrzebie akceptacji, choć twórcy najchętniej korzystają z okazji do kolejnego zamieszania.

Co działa, a co rozczarowuje?

Największą zaletą filmu pozostaje para Kathy Bates i Danny DeVito. Oboje rozumieją, że w takiej komedii liczy się sposób wejścia do pokoju, reakcja na ciszę i bezczelna pewność siebie. Potrafią nadać energię nawet dialogowi, który sam w sobie nie jest szczególnie dowcipny. Livingston dobrze kontruje ich ekspansywność spięciem i zakłopotaniem. W tych momentach „Obcy krewni” działają jak spotkanie ludzi mówiących zupełnie różnymi językami, mimo że wszystkie słowa pozostają zrozumiałe.

Kadr 1 filmu „Obcy krewni” (2006)
Kadr 1 filmu „Obcy krewni” (2006). Źródło ilustracji: Filmweb.

Kłopot polega na tym, że mechanizm żartu szybko staje się przewidywalny. Richard chce zrobić dobre wrażenie, rodzice zachowują się niestosownie, sytuacja wymyka się spod kontroli. Powtórzenie może budować komizm, lecz tutaj za rzadko prowadzi do nowego spojrzenia na bohaterów. Zamiast stopniowo odsłaniać ich sprzeczności, film podkręca natężenie kompromitacji. Z czasem zaczynałem bardziej przewidywać następne nieporozumienie, niż czekać na jego puentę. Brakuje również scen, w których Agnes i Frank mogliby istnieć poza funkcją kłopotliwych gości.

Interesujący jest sam temat klasowego wstydu. Richard nie obawia się wyłącznie utraty spokoju, ale także tego, co nowa rodzina powie o nim samym. W tym miejscu komedia mogłaby nabrać ostrości. Niestety sentymentalne fragmenty próbują łatwo uporządkować problemy, które wcześniejsze żarty raczej upraszczały. Przejście od karykatury do ciepłego portretu nie zawsze wypada naturalnie. Dobre intencje są czytelne, tylko emocjonalne uzasadnienie okazuje się słabsze od aktorskiej energii.

Kadr 2 filmu „Obcy krewni” (2006)
Kadr 2 filmu „Obcy krewni” (2006). Źródło ilustracji: Filmweb.

Wrażenia po seansie

To propozycja przede wszystkim dla osób lubiących komedie o rodzinnych katastrofach i humor oparty na skrępowaniu. Nie ma tu szczególnie świeżej intrygi ani błyskotliwej obserwacji relacji, za to można znaleźć kilka przyjemnych występów. Najlepiej ogląda się Bates i DeVito, kiedy przejmują scenę bez pytania o zgodę. Po seansie pamiętam bardziej ich temperament niż losy Richarda. „Obcy krewni” wystarczają na niezobowiązujący wieczór, ale nie wykorzystują możliwości, jakie daje tak dobrze dobrana obsada.

Reżyseria: Greg Glienna. Rok: 2006. Dane filmu.

Moja ocena: 5/10.

Dodaj komentarz