Przejdź do treści

Big Ben – drewniane wyzwanie dla moich rąk

Kupiłem sobie układankę 3D ze sklejki – BigBen. Myślałem: „Fajnie, mały Big Ben na półce, co może pójść nie tak?”

No właśnie. Wszystko.

Na stronie sklepu tak się przentuje

Dzień 1: Optymizm

Otwieram pudełko. Zaczynam sortować elementy. Moje niepełnosprawne ręce protestują już po 10 minutach. „Dominik, co ty właściwie robisz?” – pytają.

„Buduję Big Bena!” – odpowiadam.

Ręce: „Jasne. Powodzenia.”

Powstał sam czubek wieży

Dzień 2: Rzeczywistość

Odkrywam, że elementy są NAPRAWDĘ małe. I NAPRAWDĘ dokładnie muszą pasować. A moje palce? Cóż, nie są idealnym narzędziem precyzyjnym.

Połowa elementów ląduje na podłodze. Druga połowa gdzieś znika. Podejrzewam, że mama je wciągnęła odkurzaczem

Dzień 3: Walka

Udaje mi się ułożyć podstawę. Jest krzywa, ale stoi! To sukces!

Zaczynam wieżę. Każdy element wymaga takiej koncentracji, jakbym rozbrajał bombę. Ręce drżą. Pot na czole. Mama pyta czy wszystko w porządku.

„Wszystko super, buduję Big Bena!” – krzyczę triumfalnie, upuszczając po raz kolejny ten CHOLERNY mały drewniany trybik.

Dzień 4: Enlightenment

Dochodzę do wniosku, że projektant tej układanki albo: a) Nienawidzi ludzi b) Ma osiem palców na każdej ręce c) Jest sadystą

Albo wszystkie odpowiedzi są prawidłowe.

Ale nie poddam się. Big Ben będzie stał!

Aktualizacja: W trakcie budowy

Obecnie jestem gdzieś w połowie wieży. Moje ręce oficjalnie mnie nienawidzą. Ale widzę postęp. I choć każdy element to walka, to jest w tym jakaś dziwna satysfakcja.

A może po prostu mam masochistyczne skłonności.

Tak czy inaczej – Big Ben powstanie. Nawet jeśli będzie najbardziej krzywym Big Benem w historii drewnianych układanek.

Będę relacjonował dalsze losy budowy. Jeśli przeżyję.

[Galeria zdjęć: Chaos drewnianych elementów i moja walka]